Za dużo słońca? Curtailment, ujemne ceny i letnia nadprodukcja

Jest problem, którego większość nowych prosumentów się nie spodziewa: nie za mało słońca, ale za dużo. W bezchmurne letnie południe panele pracują pełną parą, a dom prawie nic nie zużywa, ogrzewanie wyłączone, światła zgaszone, może nikogo nie ma. Cała ta energia musi gdzieś trafić, a czasem odpowiedź brzmi: “donikąd sensownego”.

Dwa różne sposoby, w jakie “gubi się” produkcja

Warto rozdzielić dwie rzeczy, które wyglądają podobnie, a nimi nie są.

Pierwsza to clipping falownika. Jeśli moc paneli jest wyższa niż moc wyjściowa AC falownika, a to częsty i celowy wybór, falownik po prostu ogranicza to, co oddaje, gdy panele przekraczają jego limit. W bezchmurny dzień widać na krzywej produkcji płaski szczyt na poziomie limitu falownika. Zwykle jest to zaprojektowane i nie ma się czym martwić; przewymiarowanie paneli wyciska więcej z pochmurnych dni i godzin brzegowych.

Druga to curtailment sieciowy i ten jest mniej niewinny. Czasem sieć nie jest w stanie przyjąć Twojego oddania. Napięcie na lokalnej linii rośnie, gdy panele wszystkich naraz pchają prąd, wchodzą regulacyjne limity oddawania albo operator wysyła sygnał ograniczenia. Falownik posłusznie zmniejsza produkcję, żeby utrzymać napięcie sieci w dozwolonych granicach. Warunki były idealne, ale licznik mówi co innego.

Jak rozpoznać, co widzisz

Clipping to czysta, płaska linia dokładnie na mocy znamionowej falownika w jasne dni. Curtailment wygląda inaczej: produkcja trzymana poniżej tego, co uzasadnia pogoda, często w południe w słoneczne dni o niskim zapotrzebowaniu, czasem przy nietypowo wysokim napięciu w sieci. Rozróżnienie ma znaczenie, bo curtailment łatwo pomylić z tym, że instalacja słabo pracuje, podczas gdy ona działa dobrze, tylko jest hamowana z zewnątrz. To dokładnie ten przypadek, który wykrywanie curtailmentu w Volcast ma sygnalizować, żebyś nie gonił za usterką, której nie ma.

Ujemne ceny to już nie ciekawostka

Do tego dochodzi ekonomiczny zwrot akcji. W dni, które są jednocześnie słoneczne i wietrzne, przy niskim zapotrzebowaniu, hurtowe ceny prądu potrafią się załamać, czasem poniżej zera. Zaczęło się od niemieckich nagłówków, a dziś to regularne zjawisko w Polsce i w dużej części Europy. Jeśli masz taryfę dynamiczną, jak Pstryk czy Tibber, czujesz to wprost: ceny zakupu w południe potrafią spaść do grosza, czasem do wartości ujemnych, co oznacza, że faktycznie dostajesz zapłatę za zużycie.

Zamień nadwyżkę w coś użytecznego

Sztuka polega na tym, żeby przestać pozwalać tej południowej energii wyciekać jako tani eksport i zacząć ją u siebie pochłaniać. Naładuj magazyn. Podgrzej ciepłą wodę. Schłodź lub dogrzej dom przed drogimi godzinami wieczornymi. Naładuj auto. Włącz pompę basenową, zmywarkę, pranie. Wszystko, co elastyczne, przesuń w okno nadwyżki.

Jeśli masz taryfę dynamiczną, logika rozciąga się na samą sieć: gdy ceny w południe są bliskie zeru lub ujemne, opłaca się pobierać, nawet ładować magazyn z sieci, i oprzeć się na tej zmagazynowanej energii, gdy ceny rosną wieczorem.

Planuj, zamiast reagować

Najlepsze jest to, że nic z tego nie musi być zgadywaniem. Jutrzejsze okno nadwyżki da się przewidzieć, a kilkudniowa prognoza pozwala zaplanować cały tydzień wokół niego: upchnij ciężkie, elastyczne odbiory w dni z dużą nadwyżką i odpuść w pochmurne. Za dużo słońca przestaje być problemem i staje się najtańszą energią, jaką kupisz przez cały rok.